Chciałbym
teraz odnieść się do końcówki tego słowa "Miłością ożywieni służcie
sobie nawzajem". W innym przekładzie napisane jest "służcie
sobie w miłości". Chciałbym zwrócić waszą uwagę na pewną drogę,
regułę która tu jest pokazana w tym słowie: mowa o służbie, ale co
jest fundamentem, co jest motywacją tej służby? Nie jakieś moje ambicje;
znalezienia swojego miejsca we wspólnocie, zaspokojenia potrzeby poczucia
się gościem. Właściwa motywacja służby to jest Miłość. Ożywieni miłością
służcie sobie nawzajem. To co będę mówił chcę podzielić na dwie części.
W pierwszej części chcę mówić o tym jak Bóg okazał nam miłość. Chciałbym
abyśmy przez to zrozumieli istotę prawdziwej miłości. W drugiej części
chciałbym się odnieść do takiej praktycznej strony właśnie do tej
miłości wzajemnej którą powinniśmy sobie okazywać, jaka ona powinna
być. Nie wiem czy pamiętacie jak Bret mówił świadectwo swojego nawrócenia
i on tam mówił że jako człowiek niewierzący trafił na imprezę chrześcijańską
i tam nikt z nim specjalnie nie rozmawiał, nie ewangelizował. On widział
tych ludzi, widział relacje, widział jak do niego się odnosili- i
to dla niego było najmocniejszym świadectwem tego że oni mają coś
wspólnego z Bogiem, że gdzieś za nimi stoi Bóg, Jezus Chrystus. W
Ewangelii Jana, w 13 rozdziale Chrystus mówi takie słowa do nas:
Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się
wzajemnie miłowali. J 13:35
I to jest słowo które wypełniło się w życiu Breta, ja mogę powiedzieć
ze swojego doświadczenia, kiedy po raz pierwszy przyszedłem na spotkanie
środowe. Ja trafiłem tam jako człowiek zupełnie nie zainteresowany
Bogiem, wiarą, kościołem. Totalna obojętność. Trafiłem tam z czystej
ludzkiej ciekawości - chciałem zobaczyć jak ludzie się modlą językami.
Co to jest? Ciekawość ludzka sprowadziła mnie na spotkanie. I ja tam
nic nie rozumiałem co tam się działo, ale jedna rzecz która mnie bardzo
uderzyła i która mnie zatrzymała, to że wróciłem na następne spotkanie
i na następne. Zobaczyłem że ludzie którzy tam byli mieli coś takiego
mieli gdzieś w swoim sposobie bycia, w swoim odnoszeniu się do siebie,
coś czego ja nie znałem. Bardzo mnie to zaintrygowało i to mnie zatrzymało
na spotkaniu, przy wspólnocie. Z tymi ludźmi zacząłem spędzać coraz
więcej czasu i dopiero po jakiś trzech miesiącach zacząłem gdzieś
rozumieć że oni mówią o Bogu, że oni mówią o miłości Boga do mnie
że mówią o życiu wiecznym. Dopiero wtedy zaczęła się rodzić moja wiara.
Wtedy w moim życiu wypełniło się to słowo - po ich miłości poznałem
że oni mają coś wspólnego z Bogiem że to nie jest takie "coś"
Chciałby żebyśmy tutaj spróbowali zrozumieć jaka jest właściwa istota
miłości, taka prawdziwa miłość. Jak patrzę na świat w którym żyję-
to szczególnie widać na filmach, w literaturze - jest ciągle używany
motyw miłości, ciągle widoczna jest próba poszukiwania i znalezienia
sensu tego -czym jest miłość, czym jest ta prawdziwa, właściwa miłość?
Świat który odrzucił Boga pragnie i poszukuje miłości, bardzo intensywnie
poszukuje ale ciągle kręci się w kółko, nie może znaleźć, nie może
zrozumieć na czym polega prawdziwa miłość. My też doświadczamy tego
że jesteśmy często skażeni tymi pomysłami świata na miłość - dla przykładu-
taki pewien stereotyp rozumienia czym jest miłość, potocznie- miłość
to są uczucia. Ja osobiście się z tym nie zgodzę. Powiem tak: uczucia
to jest pewien owoc miłości. Technicznie mówiąc, jest to skutek uboczny
miłości. Natomiast miłość jest to coś znacznie głębszego w człowieku,
coś bardziej fundamentalnego. Ludzie rozumują według tego stereotypu:
dopóki są uczucia to mówią: jest miłość, kocham cię, mam miłość dla
ciebie, ty masz miłość dla mnie. Kończą się uczucia - zaczyna się
problem bo nie ma miłości, miłość się skończyła. To jest błąd w myśleniu.
Inny taki stereotyp który funkcjonuje, myślę że szczególnie wśród
młodzieży to jest to że miłość to musi byś sex - nie ma miłości jak
nie ma sex-u. To znowu kolejny błąd w myśleniu i kolejna pułapka w
którą wpada świat. Myślę że jest wiele takich różnych pomysłów.
W którymś momencie mojego życia z Bogiem oświeciło mnie, wiem że Duch
Św mnie oświecił. Zrozumiałem czym jest w ogóle miłość, czym jest
w moim życiu miłość. Zrozumiałem że miłość to jest troska o dobro
drugiego człowieka. To brzmi strasznie trywialnie - troska o dobro
drugiego człowieka - to jest miłość. To się zupełnie nie trzyma tego
co mówi świat, co mówią te stereotypy. Chciałbym odnieść się do tego
opierając się o historię zbawienia, zrobić taką szybka retrospekcję
tego co się stało w Edenie, tego co Bóg później zrobił. W Edenie człowiek
miał wszystko, wszystko co Bóg zaplanował dla niego, on tam miał.
Miła osobistą, bezpośrednią relację z Bogiem , bez żadnych przeszkód,
bez żadnych problemów, miał pełnię bogactwa darów jakie Bóg przygotował
dla niego, miał obietnicę nieśmiertelności. Wiemy co się stało. Człowiek
na skutek własnego wyboru zniszczył to, można powiedzieć: zadał sobie
śmiertelną ranę. Spróbujcie to zrozumieć: człowiek miał do Boga dane
wszystko i on z własnej woli pozbawił się tego. Pozbawił się życia
wiecznego. Słowo Boże mówi że zapłatą za grzech jest śmierć. I taka
była konsekwencja tego upadku to było powolne zdążanie do śmierci.
Człowiek dokonał samozniszczenia siebie, z pewnego poziomu zszedł
bardzo nisko w dół.
I jest taka sytuacja: Bóg widzi co się stało z człowiekiem, choć wie
że miał inny plan. Gdyby poprzestać na sprawiedliwości Boga to Bóg
mógłby powiedzieć: "Chłopie zrobiłeś sobie problem to się z nim
teraz bujaj, ja się do tego nie przyznaję. Czeka cię śmierć."
Z tym upadkiem człowieka jest tak jakby ktoś podciął sobie żyły. Ktoś
sobie podcina żyły, krew z niego wypływa, ucieka z niego życie, z
minuty na minutę jest coraz słabszy i nic nie może zrobić dla siebie
żeby odwrócić ten bieg spraw- człowiek nie mógł już nic zrobić by
przywrócić stan pierwotny, wrócić do początku, do tego co Bóg przygotował.
Bóg to doskonale wiedział i rozumiał że taka jest sytuacja, położenie
człowieka Bóg nie postąpił jak sprawiedliwy sędzia - Bóg postąpił
wobec nas w Miłości. Zapowiedział że podejmie wszelki trud i wysiłek
żeby doprowadzić do stanu pierwotnego. Człowiek nie mógł tego sam
zrobić , mógł to zrobić wyłącznie Bóg. Bóg doskonale o tym wiedział
i nie zawahał się tego zrobić. Podjął dzieło zbawienia człowieka.
Idąc dalej. Czas w którym Chrystus przychodzi. Zobaczcie jakie wielkie
jest serce Boga. Chrystus umierał za każdego człowieka, za grzechy
każdego człowieka, mając świadomość że niewielu w Niego uwierzy, w
tą Miłość, w to zbawienie które On oferuje. Ale On umierał za wszystkich.
Popatrzcie wokół siebie ile ludzi przychodzi do Boga, żyje z Nim,
ile ludzi korzysta w pełni ze Zbawienia które dał im Bóg? Niewielu.
A jednak Bóg zbawia wszystkich. Można powiedzieć że Bóg zbawił świat
na kredyt. Dał mu kredyt zbawienia. Kto z niego skorzysta ten jest
szczęśliwy, kto nie skorzysta...
Następny obraz tego jak Bóg daleko posunął się dla naszego zbawienia.
Zobaczcie Bóg, żebyśmy mogli go zobaczyć, zrozumieć to co do nas mówi,
przyjął postać człowieka. W Liście do Filipian są słowa, dal mnie
są bardzo piękne bo one pokazują cały rozmach tego gestu miłości Boga.
On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
Flp 2:6
Jako Bóg postanowił uniżyć samego siebie , po to żeby stać się człowiekiem,
byśmy mogli go zrozumieć usłyszeć.
...lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy
się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka,
uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to
śmierci krzyżowej.
Flp 2:7-8
Bardzo ważne: śmierci i to śmierci krzyżowej. Nie śmierci w zaciszu
domu wśród kochającej rodziny, ale śmierci krzyżowej. Jest różnica
zasadnicza. I On przychodząc do nas jako człowiek, jako Bóg - człowiek,
w tym co zrobił dla nas poszedł - że tak powiem - na maksa. Popatrzcie,
jak można zrobić dla drugiego człowieka i zapłacić za to swoim życiem.
Więcej już nie można dać. Jeśli się płaci swoim życiem to nie ma większego
daru jaki można dać drugiemu człowiekowi. Nic więcej nie można zrobić
dla człowieka. To wszystko co można dać. I Jezus Chrystus posunął
się do tego aby dać nam zbawienie. To obraz jaka jest miłość Boga,
jak jest wielka.
Ostatnie słowa Jezusa na Krzyżu były: wykonało się. Dla mnie to jest
obraz że w tym jednym słowie Jezus zawarł cały sens swojego życia
- On wiedział po co żyje, wiedział jaki jest kres tej drogi i wiedział
co musi zrobić na końcu. Na końcu mówi "wykonało się" -
to jest coś takiego "udało się!"
Miał zawahania, miał wątpliwości - Getshemane, jego modlitwa tam,
bał się strasznie. Ale "udało się" - udało się dokonać zbawienia.
Wiedział co ma zrobić i dokonał to do samego końca. I teraz zobaczcie
te stereotypy świata - miłość jako uczucia, dobre uczucia jakie ludzie
mogą mieć względem siebie. Chrystus ukrzyżowany, Chrystus biczowany,
gdzie tu jest miejsce na dobre uczucia? A jednak to jest miłość, dlatego
że Chrystus zrobił to wszystko po to żeby dać nam zbawienie i przywrócić
stan pierwotny, żeby powrócić do Boga i być z Nim twarzą w twarz i
mieć życie wieczne, być nieśmiertelni.
Zwróćcie uwagę że prawdziwa miłość nie przejawia się w jakiś deklaracjach,
w życzeniu dobra drugiemu człowiekowi, prawdziwa miłość przejawia
się w działaniu, działaniu które kosztuje pewną cenę- zawsze będzie
kosztować pewną cenę.
W tej drugiej części chciałbym się odnieść do sfery relacji między
nami, relacji między braćmi i siostrami we wspólnocie. W nawiązaniu
do tego co mówiłem w pierwszej części: Chrystus daje nam przykazanie
- zwracam uwagę, to jest przykazanie:
Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak,
jak Ja was umiłowałem
I chciałbym żebyśmy tak zgłębili to słowo, rozłożyli je na części
pierwsze. To przykazanie ma dwie części. Chrystus mówi: Ja chcę abyście
się wy wzajemnie miłowali. Jak? Jak? Tak jak ja was umiłowałem. O
tym mówiłem w pierwszej części. Miłość która przejawia się w działaniu,
Miłość która wychodzi naprzeciw potrzebie, naprzeciw problemowi człowieka,
problemowi śmiertelnemu. Odważę się powiedzieć coś takiego że Bogu
w odniesieniu do nas, zależy bardziej byśmy się my wzajemnie miłowali
niż byśmy Bogu specjalnie okazywali miłość. Zastanówcie się nad tym
jak my możemy Bogu okazywać miłość? My możemy powiedzieć Bogu: Kocham
Cię, Bardzo Cię Kocham, nawet nie wiesz jak cię kocham ale tak naprawdę
to okazywanie miłości Bogu nic Mu nie przydaje - Bóg jest pełnia sam
w sobie, jest samowystarczalny. W tym przykazaniu Bóg pokazuję nam
że Jemu bardziej zależy żebyśmy sobie nawzajem okazywali miłość a
gdzie indziej Słowo Boże mówi że:
albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań
1 J 5:3
Tak Bóg to ustanowił: że my okazujemy Bogu miłość że chcemy Go słuchać,
chcemy żyć według jego przykazań. Potwierdzeniem tego są słowa napisane
na początku hymnu o miłości w Liście do Koryntian:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał
wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił
na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał. 1
Kor 13:1-3
Gdyby odciąć tą końcówkę o miłości można by powiedzieć:
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką [możliwą]
wiarę, gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił
na spalenie - to jest super duchowy człowiek, ideał ale jest powiedziane
że gdyby w tym nie było miłości, gdyby to nie było podszyte miłością,
nie było motywacji miłości - to w oczach Boga to jest NIC. Jest bezwartościowe.
To słowo obrazuje jaka jest intencja, jaki jest zamysł Boga względem
miości okazywane sobie nawzajem. O tym okazywaniu sobie miłości we
wspólnocie można dużo mówić, można parę dni o tym mówić ale chciałbym
się skupić na takich czterech istotnych zagadnieniach które uważam
że są fundamentalne dla właściwego rozumienia i realizowania tej miłości
w naszych relacjach.
O tym co mówiłem wcześniej - czym w praktyce przejawia
się miłość?
JEST TO TROSKA O DOBRO DRUGIEGO CZŁOWIEKA
Chodzi o to abyśmy chcieli dostrzegać drugiego człowieka, jego problemy,
chcieli wychodzić im naprzeciw. Chodzi o takie nastawienie serca.
Jest co najmniej kilka cytatów o tym w Biblii przytoczę tu dwa:
Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe.
Ga 6:2
Bierzcie cudze ciężary na siebie, bieżcie cudze problemy na siebie,
dzielcie to z innymi ludźmi. Gdzie indziej:
Zaradzajcie potrzebom świętych. Rz 12:13
Są to obrazy praktykowania miłości, to wezwanie do Miłości jakie
daje nam Bóg przez swoje słowo i od razu mówi nam o co chodzi. To
nie chodzi tylko o uśmiechanie się do siebie, deklaracje: ja cię kocham
- chodzi o praktyczne działanie. I z tym działaniem wiąże się jakaś
cena którą trzeba zapłacić. Działanie angażuje nasze siły, nasz czas,
naszą uwagę, nie tylko - czasem nasze decyzje, wybory, nasze rezygnacje,
nasze zapieranie się samych siebie, swoich lęków i obaw, przekonań,
jakiś oporów względem drugiego człowieka. Zawsze z prawdziwą miłością
wiąże się jakaś cena do zapłacenia. Jeszcze raz odniosę się do tego
słowa z Listu do Filipian
o tym co Chrystus zrobił dla nas:
On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby
na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie - to była cena
którą musiał zapłacić. On stając się człowiekiem zrezygnował z pozycji
Boga w pełni chwały, Boga do którego nie ma przystępu żaden śmiertelnik,
z którym żaden śmiertelnik nie może się równać. On się zniżył do naszego
poziomu, żył tak jak my, cierpiał tak jak my, był zmęczony tak jak
my, chorował tak jakmy, umierał tak jak my , a nawet gorzej. To jest
pewna cena którą Bóg zgodził się zapłacić za to żeby rozwiązać nasz
problem.W słowie przytoczonym wcześniej jest napisane: Jeden drugiego
brzemiona - to jest noszenie brzemion, to nie jest takie nic - tu
pisze: brzemiona-noście. To nie będzie być może łatwe i przyjemne.
To jestpłacenie ceny. Św. Paweł używa takich słów "trud miłości"
(1 Tes 1:3) Pamiętam ze to mnie strasznie uderzyło, bo zobaczyłem
słowo "miłość" a tu obok "trud". Rzuciło mi to
nowe światło na to o co chodzi w miłości, w czym tak naprawdę przejawia
się prawdziwa miłośćPoruszam tutaj zagadnienia na które prędzej czy
później się natkniecie gdy będziecie chcieli realizować tą miłość
braterską, miłość w relacjach we wspólnocie. Chcę żebyście wiedzieli
o tym , usłyszeli o tym. Jest takie stwierdzenie w Biblii żebyśmy
"znosili siebie nawzajem w miłości". Wsłuchajcie się w to
"znoście się w miłości".Tutaj nie ma żadnego jakiegoś sensu
obok tego słowa, czegoś nie-doruzumianego . Tak jak to stoi: znoście
siebie w miłości. O co w tym chodzi? Darek mi mówił że kiedyś Martin
mówił J że wspólnota to jest super rzecz, super pomysł, gdyby tylko
nie ci bracia i siostryJ Myślę że to oddaje to o co chodzi w tym słowie.
Prawda jest taka że mu tutaj zebrani, będący wspólnotą, tworzący ją,
przychodzimy z różnymi doświadczeniami, jesteśmy tak różnymi, odmiennymi
osobami; różne upodobania, różne preferencje, poglądy na różne sprawy,
to jest - użyje określenia "niewiarygodny mix kulturowy"J
które się Darkowi bardzo podoba. Tworzymy trochę taką beczkę prochu,
bo jesteśmy tak bardzo różni, do tego dochodzi nasza upadła natura,
nasza grzeszność. W którymś momencie zwracamy się do Boga, On nas
przyjmuje takimi jakimi jesteśmy, oczywiście daje nam wezwanie abyśmy
się przemieniali abyśmy odnawiali nasze myślenie, nasze serca, wyzbywali
się grzechu. To się dokonuje w czasie , w trakcie naszego życia z
Bogiem i nie da się ukryć że ta upadła natura gdzieś ciąży, gdzieś
waży na tych naszych relacjach wzajemnych i zapewniam was że wielokrotnie
gdzieś w waszych relacjach, w waszym funkcjonowaniu we wspólnocie
zetkniecie się z takimi sytuacjami że ktoś będzie was wkurzał, drażnił,
swoimi
poglądami,
wyglądem, czasem tym jaki jest, że będzie to na was działało jak płachta
na byka. Moim osobistym doświadczeniem było że w którymś momencie
spotkałem taką osobę. Tak się składało że musiałem jeździć z tą osobą
pociągiem i spędzać z nią w pociągu pewien czas i nie było od tego
specjalnej ucieczki. Po prostu ta osoba całym sobą doprowadzała mnie
do szału, ja nie mogłem jej strawić. Byłem świadom tych słów, wiedziałem
co mam robić. Ufam że nie okazałem tej osobie moich odczuć które były
silniejsze ode mnie ale świadomie się temu sprzeciwiałem, świadomie
walczyłem tym słowem. Pół roku później ja zupełni tego już nie miałem,
wobec tej osoby. To jest taki przykład tego co można doświadczyć,
bo jesteśmy jacy jesteśmy, czasami tak działamy na siebie. Czasami
ktoś coś powie, jakiś gest który nas być może zdenerwuje, być może
nas zrani. Istotne jest to czy my damy się ponieść naszym odczuciom,
emocjom negatywnym , czy my świadomie sprzeciwimy się tym słowem -
znoście siebie nawzajem w miłości. To nie będzie wcale łatwe. Ktoś
może powiedzieć "to nie licuje z tym obrazem miłości" ale
myślę że jest to praktyczny wymiar miłości taki jak ten że Chrystus
został ubiczowały, prawda? To był praktyczny aspekt tej miłości którą
okazał. Tak samo znoszenie się w miłości.
Miejcie świadomość że wy sami będziecie kogoś irytować, drażnić nawet
może nie będziecie o tym wiedzieć bo ta osoba wam tego nie powie.
Może nawet nie tym że coś powiecie, może tak po prostu.
Pamiętajcie że Chrystus też nas znosi w miłości, nie czarujmy sięJ
Odważę się to powiedzieć: Chrystus nas znosi w miłości dlatego że
jesteśmy ludźmi upadłymi i to jest fakt, Chrystus nas przyjął z całym
bagażem tego "dobrodziejstwa" tej upadłości, przyjął nas.
Zanim przyszliśmy do niego to On nas znosił w miłości dlaczego wy
nie mielibyście się znosić w miłości.
To znoszenie siebie w miłości to jest klucz do trwania w relacjach
we wspólnocie, klucz do trwania na długa metę, zakładając że chcecie
być we wspólnocie, że chcecie żyć z Bogiem po kres waszych dni. To
będzie dla was pomoc aby zachować między sobą relacje miłości, aby
nie dać się pokonać tym wszystkim różnicom, tej odmienności temu mixowi
kulturowemu niewiarygodnemu. To jest klucz. Jest jeszcze jeden klucz,
większy, bardziej istotny - to jest przebaczenie. Przebaczenie jest
nam potrzebne dlatego że jak w poprzednim przypadku -jesteśmy ludźmi
grzesznymi, i będąc w relacjach będziemy siebie ranić. O tym możecie
być pewni, nie czarujmy się - będziecie się ranić, mam nadzieję że
nie świadomie, nie z jakąś premedytacją. I tak naprawdę jedynym sposobem
na to żeby rozwiązywać ten problem jest przebaczanie sobie.
Ja nie mówię tego tak sobie, bo przebaczenie jest śmiertelnie poważnym
zagadnieniem i potwierdzenie tego macie w modlitwie pańskiej: "Przebacz
nam nasze winy jako i my przebaczamy naszym winowajcom" . Nie
na darmo zostało zawarte to w tej modlitwie bo to jest istotna kwestia,
bo odwracając to : "nie przebacz nam tak jak my nie przebaczamy
naszym winowajcom". Bądźcie świadomi tego mechanizmu. To jest
mechanizm duchowy który działa, którego nie da się ominąć. Jeśli nie
będziecie przebaczać to i wam nie będzie przebaczone. To jest bardzo
poważna sprawa. Z nieprzebaczeniem to jest jak z zadaną raną. Czasem
są to rany mniejsze, czasem większe, bardzo ciężkie i przebaczanie
ma bardzo wiele wspólnego z uzdrawianiem. Można dać znak równości
między nimi. To jest uzdrawianie tych ran w was i w innych ludziach.
Bo nieprzebaczenie jest czymś takim, porównam to może do kwasu, jest
jak kwas w sercu który jeśli tam zostanie wypali serce zostanie tam
dziura nie serce i ten kwas poparzy jeszcze wiele innych ludzi wokół
was. To jest jedna konsekwencja. Inna konsekwencja jest taka że nieprzebaczenie
bardzo skuteczni paraliżuje relację z Bogiem. Blokuje wzrost duchowy,
blokuje osobistą relację z Bogiem. Nie mówię tego tak od siebie ale
w Ewangelii są takie słowa:
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz,
że brat twój ma coś przeciw tobie,
zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się
z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój
ofiaruj! Mt 5:23-24
Jest tu bardzo wyraźnie pokazane: chcesz mieć relację z Bogiem, a
jest gdzieś w twoim sercu nieprzebaczenie? To najpierw rozwiąż ten
problem. Muszę pewne rzeczy wyjaśnić z tą drugą osobą, przeprosić,
poprosić o przebaczenie. To jakby z jednej strony. Bóg to bardzo poważnie
traktuje. Może ktoś nas zranić i to tak samo skutecznie zablokuje
mnie. Często jest bezsilność wobec tej rany. I nie wystarczy powiedzieć
"było minęło" , " nie ma sprawy" - to tylko otoczka
- rana pozostaje. "Nie ma sprawy" jest wtedy gdy rana zostaje
uleczona. Uleczanie rany to jest uzdrawianie, a uzdrawianie to jest
Bóg. To nie jest nasz wysiłek że powiem "zapomnijmy o tym"
Sami się przekonacie że to tak nie działa - rana w sercu pozostaje
i ona się odezwie w najmniej spodziewanym momencie. Co wtedy? Przychodzę
do Boga i ja wiem że muszę przebaczyć tej osobie bo mówi mi o tym
modlitwa Pańska.