Niech żyje słabość- czyli Marcin Jakimowicz chce coś powiedzieć


Byłem na koncercie Pneumy. Tak zwanym przypadkiem. Zespół grał na festynie w Rudzie Śląskiej - Wirku, a że moja żona, Dorota ma tam rodzinkę, pojechałem. Nie spodziewałem się wprawdzie atmosfery Metalmanii czy Woodstocku, ale to, co zobaczyłem sprawiło, że włos zjeżył mi się na głowie.

Leniwe ponure letnie popołudnie. Atmosfera festynu. Są jakieś kiełbaski i baloniki, ale giną na ogromnym szarym, targowym placu. Na środku scena. Przed nią kilkanaście ławek na których zasiada... dwadzieścia, trzydzieści osób. Większość to staruszkowie z wnuczkami, które znudzone ziewają i rozglądają się dokoła. I - dla pełnego szczęścia - ksiądz prowadzący całość ze sceny (czemu polscy kapłani muszą tańczyć, budować, rozśmieszać, śpiewać, dyrygować i opowiadać kawały?). "A teraz moi kochani, aby nam było weselej zawołamy na trzy-cztery głośno: "Ha, ha, ha". I słychać nieśmiały chórek staruszków i maluchów: "Ha, ha, ha". A teraz głośniej! Schowałem twarz w dłoniach... Za chwilę ma zagrać Pneuma. Przyjechała podobno jedynie za zwrot kosztów. Z Gdańska, czyli z końca świata. Czy nie żałują, że jechali taki kawał? Boże, dla kogo oni zagrają? Dla staruszków czy maluchów z balonikami? A może się wycofają? Co czują? Zniechęcenie, zażenowanie? A może czują się oszukani? - tysiące myśli przelatywało mi przez głowę.

Przed sceną zaledwie kilka młodych osób. Na szczęście robi się ciemniej i z miasta przypływa trochę "młodzieżówki". Zespół wychodzi na scenę. "W takich warunkach na pewno odwalą kaszanę" - myślę. I jak zwykle się mylę.


Wcisnęło mnie w ławkę


Zdumiałem się. I w takim zdumieniu pozostałem aż do końca. Nawet dziś, pisząc z perspektywy kilku miesięcy, nie chce mi się uwierzyć w to, co widziałem i słyszałem. Pneuma zagrała doskonały koncert. Święty Tomasz na pytanie, o to, jak czynić dobro, odpowiadał: "dobrze". I tak właśnie było. Ściana dźwięku, oparte na Słowie teksty i ... szczere świadectwo. Żadnej ironii, schematu. A na koniec grupa... ukłoniła się nisko ze słowami: "Chcemy wam podziękować za to, że nas przyjęliście". Nie mnie oceniać pokorę muzyków, ale chcę powiedzieć jedno: widziałem już w życiu kilkaset koncertów, ale coś takiego przeżyłem po raz pierwszy. Przekonałem się do kapeli. Pierwsza płyta mnie odstraszyła, druga zafascynowała, ale po tym, co zobaczyłem, mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem: na koncercie w Rudzie chłopcy byli świadkami Jezusa ukrzyżowanego. Nie wiem, jak jest na co dzień, bo ich nie znam. Gdy Kuba, lider kapeli poprosił pogującą (coraz liczniejszą w miarę trwania koncertu) grupę: "Podejdźcie pod scenę - mamy dla was prezent", podeszli prawie wszyscy. Prezentem była wspólna modlitwa i błogosławieństwo.

Pan Bóg znowu mnie zaskoczył. Gdy stałem spocony, ze wzniesionymi rękami w samym środku "młyna", dał mi obraz: malutkie dziecko tańczyło przed Bożym ołtarzem. Boże, dziękuję Ci, że doczekałem takich czasów, że mogę Cię wielbić przez potężne gitarowe riffy i muzykę, której całe życie słuchałem. Jak to napisała w ostatnim numerze "jedna z Trzech Sióstr" - Marcin? "Chwalmy Pana ciężkim riffem".

Koncert Pneumy: ludzka słabość i moc Boża. Wymieszane jak w tyglu. Wokalista grupy podchodzi do mikrofonu: "Jesteśmy słabi i mali. Ja czuję się grzeszny i słaby. Jestem dziś chory, a nasz gitarzysta, Artur niespodziewanie stracił kilka dni temu przyjaciela. Został zamordowany. Ni stąd, ni zowąd. Człowiek nie wie, jak długo będzie żył, nie wie, co czeka go za rogiem".

Dziękuję ci Boże za słabość Pneumy!

Dziękuję za słabość muzyków New Life M., którzy w ostatnim RUaH przyznali się do błędów i nieprzebaczenia, które ukrywali w sercu. Byłem poruszony i wdzięczny. Bo co tak naprawdę możemy zrobić dobrze? Nic! Wszystko psujemy. Bóg daje nam tyle łask, a my marnujemy wszystkie. Pozostaje jedynie przyznanie się do słabości.


Boli mnie i to bardzo


Adam Szewczyk, gitarzysta i kompozytor zespołu Magdy Anioł zasmucony opowiadał mi ostatnio: "Boli mnie jedna rzecz i to bardzo. Jest obszar w moim życiu, w którym poniosłem klęskę. Rozbita rodzina, wiele łez, nieprawdopodobne cierpienie... Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. Ale też nie czuję się lepszy od złodziei, morderców, narkomanów, czy innych życiowych "połamańców". A do takich przecież ludzi przyszedł Jezus! I tacy bywają wiernymi świadkami Jego wielkiej miłości. Dlatego mimo ogromnego bólu, który trwa cały czas, mogę stanąć na scenie i powiedzieć: "Jezus jest moim Panem".

A sama Magda też przecież przeżywała okres, gdy beztroski śmiech zamarł jej na ustach. "Kila lat temu w moim życiu pojawiły się potężne problemy i dramaty, a nad chaosem, który wdarł się w moje życie, nie potrafiłam już zapanować. Życiowe problemy jak burza gradowa spadały na mnie: jeden po drugim. Myślałam, że już nigdy nie wstanę. Wstałam. Zmartwych - wstałam. To Jezus podał mi rękę. Przetarłam oczy ze zdumienia. Spojrzałam wstecz. Przez dwanaście lat żyłam tak, jakby nie było żadnego Boga. Granica między dobrem a złem była rozmyta. Boże, przecież ja żyłam tak, jakbym była martwa. Ty, Panie możesz jednak wszystko, a kiedy wlałeś w me serce miłość, poczułam, że chcę Ci dziękować za wszystko: nawet za to, co boli!"

"Im gorzej, tym lepiej" - śmieje się znajomy zakonnik. Łatwiej mi pisać te słowa niż przerobić je na własnej skórze.

Słaba Pneuma, słaby New Life M, słaby Szewczyk z Aniołem. Moc Boża się doskonali.

Oby tak dalej!

Marcin Jakimowicz

źródło RUAH http://www.ruah.pl