|
|||||||||||
Może na początku zacznę od tego, że ja nigdy ładnie nie pisałem, więc przepraszam za... a w sumie czy to ważne??Plus tego jest taki, że przesyłam to Maćkowi, a nie nauczycielce z j. polskiego, która za mną nigdy nie przepadała. Ok., nie po to otworzyliście "świadectwa", żeby wysłuchiwać moich przeżyć w podstawówce. Gdzieś początkiem grudnia zastanawialiśmy się z przyjaciółmi jak?, gdzie? spędzić "Sylwester 2003"??? Hmm...Każdy wychodził z jakimś pomysłem, ale w końcu zdecydowaliśmy się na pomysł mojego brata Grzesia (najlepszy brat pod słońcem!... teraz będzie sobie myślał ;) ). Oczywiście tym pomysłem było spędzenie "Sylwestra" w Bielsku. Przychodzi dzień 31.12.2003r. - pierwsze "bliskie" spotkanie ze wspólnotą ! Zabawa bardzo przyjemnie się "toczy", miła atmosfera. Zbliża się 0.00 ja już chcę biec po butelki z szampanem, a tu "surprise"! NO ALKOHOL! Zamiast alkoholu była MODLITWA! Oczywiście jak to ja, "no problem" niech i tak będzie, przecież też jestem wierzącym człowiekiem. Wróciłem do domu i rozmyślałem, co się stało: ludzie bardzo "fajni" w tej wspólnocie", jedzenie też było dobre?, ale ta modlitwa trochę mnie przerasta,nie nie nie bez przesady, to napewno nie dla mnie!. Jednak poznałem bardzo tam sympatycznych ludzi i bardzo mnie oni przyciągali do tej wspólnoty. Dużą rolę odegrała pewna osoba o imieniu Kasia i mój brat. Tych oto dwóch ludzi jeszcze raz przyprowadzili mnie do "was". Na począ tku przyjeżdżałem na spotkania poniedziałkowe. Czy one coś dla mnie znaczyły? Wydaje mi się, że ja je traktowałem jako dobry sposób na spędzenie czasu, czyli można sobie było pogadać, pośmiać się, poznać nowych ludzi. Patrzyłem się na tych ludzi jak oni się modlą , było to dla mnie dziwne zjawisko. Za bardzo to ja ich nie rozumiałem. Wydaje mi się, że nawet traktowałem to wtedy jako pewną ich słabość. Rozśmieszali mnie trochę. Chodzi mi o tą modlitwę. Cały czas się zastanawiałem, po co to wszystko? Gdy jednak cały czas poznawałem nowych ludzi i spędzałem coraz to więcej czasu z nimi, bardzo dużo z nimi rozmawiałem, powoli otwierały mi się oczy. Mówili bardzo dużo o swoim życiu, o swoim szczęściu, które zawdzięczają Bogu, także o swoich problemach, smutkach i jak sobie z nimi radzą . Bardzo mi się spodobało jak każdy członek tej wspólnoty stara się pomóc drugiemu człowiekowi, gdy ten jest w potrzebie. I nic nie wymaga w zamian. Zauważyłem wtedy ile oni mają miłości w swoich sercach, tego się nie da opisać, to trzeba po prostu poczuć, zobaczyć. Od razu nasuwało się pytanie: jak oni to robią ? hmm...Ciężko mi to było zrozumieć, oni tak bardzo to czuli. Wiem, że ja na pewno nie będę umiał tego opisać. Bogatego słownictwa to ja nie mam, ale gdy przebywa się wśród takich ludzi to aż po ciele przechodzą dreszcze. Człowiek czuje się taki bezpieczny, radosny, w "środku" taki spokojny. Wiedziałem, że to jest coś niesamowitego, wręcz kosmicznego. Teraz już wiem, że na takich spotkaniach po prostu "okradamy" Boga z jego miłości, która przecież jest przeznaczona dla nas. On cały czas na nas czeka, wystarczy chcieć i wyciągnąć do niego rękę. Na począ tku tego świadectwa pisałem "przecież też jestem wierzą cym człowiekiem". Teraz wiem, że wtedy miałem bardzo słabą relacje z Bogiem. Wiem, w jakim kierunku mam podą żać. Na pewno nie będzie łatwo. Wszystko jest ok. jak wszystko układa się po naszej myśli, ale kiedy przychodzi czas, w którym mamy problem...hmm jak to powiedzieć? tak bardzo jest ciężko zawierzyć i wszystkie te utrapienia oddać w Jego ręce. Oczywiście jest to wykonalne! Nie wolno o tym zapomnieć! Jeszcze pół roku temu myślałem, że zawsze, gdy jest źle, to trzeba liczyć tylko na siebie. Wiem, że na naszej drodze pojawiają się "dołki" i wpadamy w nie, ale zrozumiałem też, że jest ktoś, kto zawsze jest blisko nas i w trudnych chwilach wycią gnie do mnie dłoń. Tym kimś jest Bóg!. Wierzę w to, że nigdy mnie nie opuści! Nie będę określał konkretnej daty nawrócenia. Bardzo mi się podobały słowa na rekolekcjach księdza,(hmm...nie wiem jak ma na imię, ten ksiądz, który prowadzi spotkania w Bielsku?) (kochany Ks.Rysiu - przyp. red) powiedział: "człowiek nawraca się przez całe swoje życie" i na tym zakończę moje świadectwo. Dużo chciałbym wam jeszcze powiedzieć, ale wydaje mi się, że to, co chciałem wam przekazać na ten czas, to co czuję w sercu to przekazałem. Mam jeszcze tak wiele pytań. Ja jestem od niedawna w wspólnocie, więc musicie mnie zrozumieć, powoli się uczę. Ps. Wiem, że Bóg posługuje się ludźmi. Dziękuję Bogu oraz wszystkim, którzy kierowali do mnie słowa, które bardzo mi pomagały. W szczególności chciałbym podziękować bratu, Kasi i mojemu przyjacielowi Mariuszowi. Pozdrawiam! Sylwek | |||||||||||