|
|||||||||||
Nazywam się Adam. Na rekolekcjach byłem drugi raz i wspominam oba jako wspaniały czas z mojego życia. W tym roku wydarzyło się wiele niezwykłych rzeczy, które zmieniły mnie i pozwoliły wrócić do Boga. Już przed rekolekcjami popadłem w depresje - żyłem w smutku od maja nie mając żadnej nadziei na poprawę tego stanu. Taki właśnie pojechałem do Ustronia, nie mając żadnych oczekiwań, bez wiary, ze coś się zmieni. Do tego dochodziło zaniżenie własnej wartości, przekonanie o nieprzydatności mojej osoby do niczego. Wtedy On zadziałał. Mogliśmy z grupą ludzi pojechać na miejsce dwa dni wcześniej, aby przygotować szkołę na przyjazd wszystkich. Wspólna praca pozwoliła mi zapomnieć o smutku i pomogła w nawiązywaniu kontaktu z ludźmi. Ale to dopiero początek - zostałem na rekolekcjach jednym z animatorów - wiedziałem, ze Jezus chce mnie wykorzystać i pokazać mi, że mogę Mu służyć. Nie byłem więc niepotrzebny - On sprawił, ze nie czułem się taki. I uczynił jeszcze więcej - żyjąc w smutku myślałem, ze jestem złym człowiekiem. Tymczasem przed rekolekcjami nasza główna reżyserka Blanka zaproponowała mi pozytywną rolę w przedstawieniu organizowanym dla dzieci z naszych wspólnot. Na tym polegała Jego mądrość - jak mogłem myśleć o sobie, że jestem zły skoro codziennie rano przez tydzień byłem dobry przed dziećmi (a przed nimi nie da się nic ukryć). Zatem jako pan Fajowiak z panną Fortuną nawróciliśmy pana Podstępniaka ("może by tak tę małą ..." J). Boża działalność jest niesamowita - dokładnie po roku w tym samym czasie (dzień i godzina) oraz miejscu odnowiłem w magicznej rozmowie przyjaźń z niezwykłą siostrą - bratnią duszą i przyjaciółką. I kiedy razem rozmawialiśmy czuliśmy, że to Jego plan. Cudownym wydarzeniem, które zmieniło wszystko był wieczór, gdy jako reprezentanci Harembee w kilka osób pojechaliśmy do Dobki na wspólne ognisko z młodszą młodzieżą. Uwielbiam dzieci i zabawa z nimi była dla mnie wielką radością. Ale niestety smutek wciąż we mnie tkwił, a co gorsze obraziłem przez swoją głupotę bardzo ważną dla mnie osobę - bliską sercu prawdziwą przyjaciółkę. Czułem, ze nie porozmawiam z nią przez długi czas, gdyż ją uraziłem. Niezadowolony z siebie wróciłem z resztą do budynku szkoły. Było późno - w ramach wyjazdu opuściliśmy wieczorne spotkanie modlitewne na którym były modlitwy wstawiennicze. Nieświadomi tego poszliśmy około 22 do kościoła po Łukasza, który dzielnie nagłaśniał i miał klucze od kościoła. Tam trafiliśmy na końcówkę modlitw wstawienniczych i jako ostatni poszedłem o nią prosić. To było pełne łaski doświadczenie - modlono się o radość dla mnie i podczas tej modlitwy czułem w sercu pokój. Kiedy późno wróciliśmy już do naszego ośrodka miłość Jezusa zadziałała - tuż po wejściu odnalazła mnie osoba, która uraziłem i ... przeprosiła mnie. Po chwili między nami była już zgoda. Tak wielka jest jego moc. Kiedy po tym wydarzeniu wróciłem już do swoich katakumb (szatnie J) rozpocząłem rozmowę z sąsiadem Marcinem - wtedy, pół godziny po modlitwie wstawienniczej ogarnęła mnie wielka radość, niewysłowiona miłość, ogromny pokój w sercu - nasza rozmowa zakończyła się wspólną modlitwą z Maćkiem, który wtedy chyba jeszcze bez gipsu zszedł do nas. Dziś pisząc te słowa jestem w takim samym stanie - jest we mnie radość, miłość i pokój Chrystusowy. Rekolekcje zmieniły mnie i moje spojrzenie na wszystko. Znów mogę uwielbiać Pana całym sercem, tak jak podczas jednego ze spotkań prowadzonego Duchem Świętym przez Wojtka, gdzie wszystko było totalnym uwielbieniem. Tak jest też teraz - czekam na następne rekolekcje, gdzie Chrystus znów dokona niezwykłych rzeczy i zmieni nasze serca. | |||||||||||