Świadectwo - Ela Krejner
Chcę się cofnąć dokładnie o cały rok. Rok temu moja relacja z Panem była - mogę powiedzieć - genialna. Czułam że gdzie szłam tam czułam Pana, codzienne rzeczy, zwykłą szarość oddawałam zawsze Jemu; czy siedziałam na zajęciach, czy szłam ulicą czułam Ducha Św. To było wspaniałe i myślałam że będzie trwało wiecznie. W pewnym momencie, m.w. od kwietnia, maja powoli zaczęłam się oddalać od Pana. Znowu wchodziłam w świat który niby zostawiłam za sobą, zaczęły się spotkania ze starymi znajomymi, chodzenie z nimi do baru. Powoli zaczęłam zapominać o Bogu, o tym co jest najważniejsze. Ja odchodziłam od Niego ale wiem że on był ze mną cały czas. Były momenty "zrywu" że Bóg przypominał mi o sobie; był czas ewangelizacji, czas rekolekcji. Wtedy Bóg mówił -Ja jestem przy tobie, nie zapominaj o mnie, ja chcę żebyś była moim dzieckiem, żebyś szła moją drogą a nie odchodziła z powrotem w to bagno w którym byłaś, w którym się zatapiałaś. Coraz bardziej pokazywał mi że skupiam się za bardzo na ludziach a nie na Nim, że moją ufność położyłam w ludziach. Strasznie zależało mi żeby dobrze wypaść w oczach znajomych, rodziny a Bóg schodził na drugi plan. Doszło do tego że moje namioty spotkania upadły. W ciągu kilku miesięcy nie miała, ani jednego namiotu spotkania z Bogiem. Niby w życiu czułam się cudownie i wspaniale że ludzie mnie lubią, że rodzina mnie zaczyna akceptować - że nie chodzę na spotkania, znajomi mówili -wreszcie zmądrzałaś, wyszłaś ze swojego głupiego fanatyzmu, że dochodzę od sekty. I myślałam że to jest cudowne życie, czułam się lubiana, kochana, jakbym skrawek nieba miała na ziemi że miałam osoby które mnie kochają.
W listopadzie był wyjazd do Wisły i tam się dokonał pewien przełom, przełom który do tej pory owocuje, do tej pory jest w moim sercu. Pomimo że czułam się wspaniale to jednak gdzieś w sercu była pustka. Dochodziło do mnie że tą pustką jest brak Boga, że ja go odepchnęłam, moje Pismo Św. było gdzieś schowane pod tysiącem książek - najdalej ode mnie żebym go nie widziała, żeby nic mi nie przypominało o Bogu.
Mieliśmy spotkanie modlitewne wieczorem i w pewnym momencie Darek powiedział że jest czas na mówienie i czas na słuchanie; mieliśmy się wsłuchać w słowa Pana. I usłyszałam takie proroctwo że
"Nie bój się ! Ja Pan wezmę cię za rękę i przeprowadzę przez najciemniejszą dolinę serca"
Pomyślałam sobie - fajne słowo - ale ja się czuję fajnie, jestem radosna, mam koło siebie super ludzi. Ale pomyślałam - Faktycznie, Boże brakuje mi ciebie, zrób coś z tym. Zawołałam do niego: Panie Jezu chcę Ciebie, ta pustka jest spowodowana że Ciebie nie ma, że oddaliłam się, że stworzyłam mury pomiędzy nami. Weź tą zasłonę, mur ode mnie.
I była możliwość modlitwy wstawienniczej. Bez wahania poszłam na tę modlitwę, czekałam dosyć długo /była duża kolejka :)/ Przed północą nadeszła moja kolej. Osoby modliły się nade mną a potem Basia powiedziała: patrz weszłaś w jeden dzień, wyszłaś drugiego dnia, na pewno zacznie się coś nowego w twoim życiu. Wyszłam z poczuciem że: nie wiem, nie czuję żadnej zmiany w sercu, oczekiwałam czegoś...jakiegoś słowa, objawienia :) Panie troszkę się zawiodłam na tej modlitwie.
Usiadłam później w pokoju i zaczęłam się modlić. Panie Jezu możliwe że ja tego teraz nie czuję, żadnej zmiany ale że ta zmiana nastąpi.
Minęło parę tygodni i Bóg mi pokazał moją przeszkodę - to były osoby które mnie od niego odciągnęły, przez które powracałam do swojego starego życia, nałogów, przyzwyczajeń. I Bóg pousuwał te osoby z mojego życia. Pytałam się dlaczego te osoby ode mnie odchodzą? Przecież tak mi na nich zależało, tyle serca im oddałam a oni mnie tak zawiedli. Byłam strasznie załamana ale im więcej modliłam się i mówiłam do Pana Boga - Dlaczego ? tym bardziej dotawałam odpowiedź: Ja Pan wezmę cię za rękę i przeprowadzę przez najciemniejszą dolinę serca - Ja chcę z Tobą być
Otwierał mi oczy i mówił że to były te przeszkody o które prosiłam żeby je usunął z mojego życia, które mnie oddalały do niego.
Od tamtej pory dużo się zmienia. Moja relacja z Panem zaczyna się odradzać, nie jest rewelacyjna, o wielu rzeczach jeszcze zapominam ale modlitwa daje swoje efekty i widzę owoce które dzięki Bogu mam. Jest ciężko ale to słowo wezmę cię za rękę i przeprowadzę pomagają mi iść bo to ma prowadzić do takiego spełnienia w Nim abym mogła być prawdziwie Jego dzieckiem i mogła świadczyć swoja postawą o tym że On jest, że jestem Jego dzieckiem
Przez ten czas gdy byłam daleko od Boga, po moim sercu chodziły słowa z Listy św. Jakuba (1 rozdz)
Człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do gniewu...A przyjmujcie w Duchu łagodności Słowo które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie.

Cały czas je słyszałam i np. w momentach gdy siedziałam w barze z moimi znajomymi. Oni na Boga mówili, strasznie na niego krzyczeli, obsmarowywali. Ja nie potrafiłam wprowadzić słowo w czyn, obronić Go. Bóg jednak cały czas mi o sobie przypominał.
Nawet przez te najciemniejsze doliny Pan jest nas w stanie przeprowadzić, jest w stanie dać nam siłę.
Za to Bogu chwała!