Chcę się cofnąć dokładnie o cały rok. Rok temu
moja relacja z Panem była - mogę powiedzieć - genialna. Czułam że
gdzie szłam

tam czułam Pana, codzienne rzeczy, zwykłą szarość oddawałam zawsze
Jemu; czy siedziałam na zajęciach, czy szłam ulicą czułam Ducha Św.
To było wspaniałe i myślałam że będzie trwało wiecznie. W pewnym momencie,
m.w. od kwietnia, maja powoli zaczęłam się oddalać od Pana. Znowu
wchodziłam w świat który niby zostawiłam za sobą, zaczęły się spotkania
ze starymi znajomymi, chodzenie z nimi do baru. Powoli zaczęłam zapominać
o Bogu, o tym co jest najważniejsze. Ja odchodziłam od Niego ale wiem
że on był ze mną cały czas. Były momenty "zrywu" że Bóg
przypominał mi o sobie; był czas ewangelizacji, czas rekolekcji. Wtedy
Bóg mówił -
Ja jestem przy tobie, nie zapominaj o mnie, ja chcę
żebyś była moim dzieckiem, żebyś szła moją drogą a nie odchodziła
z powrotem w to bagno w którym byłaś, w którym się zatapiałaś.
Coraz bardziej pokazywał mi że skupiam się za bardzo na ludziach a
nie na Nim, że moją ufność położyłam w ludziach. Strasznie zależało
mi żeby dobrze wypaść w oczach znajomych, rodziny a Bóg schodził na
drugi plan. Doszło do tego że moje namioty spotkania upadły. W ciągu
kilku miesięcy nie miała, ani jednego namiotu spotkania z Bogiem.
Niby w życiu czułam się cudownie i wspaniale że ludzie mnie lubią,
że rodzina mnie zaczyna akceptować - że nie chodzę na spotkania, znajomi
mówili -
wreszcie zmądrzałaś, wyszłaś ze swojego głupiego fanatyzmu,
że dochodzę od sekty. I myślałam że to jest cudowne życie, czułam
się lubiana, kochana, jakbym skrawek nieba miała na ziemi że miałam
osoby które mnie kochają.
W listopadzie był wyjazd do Wisły i tam się dokonał pewien przełom,
przełom który do tej pory owocuje, do tej pory jest w moim sercu.
Pomimo że czułam się wspaniale to jednak gdzieś w sercu była pustka.
Dochodziło do mnie że tą pustką jest brak Boga, że ja go odepchnęłam,
moje Pismo Św. było gdzieś schowane pod tysiącem książek - najdalej
ode mnie żebym go nie widziała, żeby nic mi nie przypominało o Bogu.
Mieliśmy spotkanie modlitewne wieczorem i w pewnym momencie Darek
powiedział że jest czas na mówienie i czas na słuchanie; mieliśmy
się wsłuchać w słowa Pana. I usłyszałam takie proroctwo że
"Nie bój się ! Ja Pan wezmę cię za rękę i przeprowadzę
przez najciemniejszą dolinę serca"
Pomyślałam sobie - fajne słowo - ale ja się czuję fajnie, jestem radosna,
mam koło siebie super ludzi. Ale pomyślałam - Faktycznie, Boże brakuje
mi ciebie, zrób coś z tym. Zawołałam do niego:
Panie Jezu chcę
Ciebie, ta pustka jest spowodowana że Ciebie nie ma, że oddaliłam
się, że stworzyłam mury pomiędzy nami. Weź tą zasłonę, mur ode mnie.
I była możliwość modlitwy wstawienniczej. Bez wahania poszłam na tę
modlitwę, czekałam dosyć długo /była duża kolejka :)/ Przed północą
nadeszła moja kolej. Osoby modliły się nade mną a potem Basia powiedziała:
patrz weszłaś w jeden dzień, wyszłaś drugiego dnia, na pewno zacznie
się coś nowego w twoim życiu. Wyszłam z poczuciem że: nie wiem,
nie czuję żadnej zmiany w sercu, oczekiwałam czegoś...jakiegoś słowa,
objawienia :) Panie troszkę się zawiodłam na tej modlitwie.
Usiadłam później w pokoju i zaczęłam się modlić.
Panie Jezu możliwe
że ja tego teraz nie czuję, żadnej zmiany ale że ta zmiana nastąpi.
Minęło parę tygodni i Bóg mi pokazał moją przeszkodę - to były osoby
które mnie od niego odciągnęły, przez które powracałam do swojego
starego życia, nałogów, przyzwyczajeń. I Bóg pousuwał te osoby z mojego
życia. Pytałam się dlaczego te osoby ode mnie odchodzą? Przecież tak
mi na nich zależało, tyle serca im oddałam a oni mnie tak zawiedli.
Byłam strasznie załamana ale im więcej modliłam się i mówiłam do Pana
Boga - Dlaczego ? tym bardziej dotawałam odpowiedź:
Ja Pan wezmę
cię za rękę i przeprowadzę przez najciemniejszą dolinę serca - Ja
chcę z Tobą być
Otwierał mi oczy i mówił że to były te przeszkody o które prosiłam
żeby je usunął z mojego życia, które mnie oddalały do niego.
Od tamtej pory dużo się zmienia. Moja relacja z Panem zaczyna się
odradzać, nie jest rewelacyjna, o wielu rzeczach jeszcze zapominam
ale modlitwa daje swoje efekty i widzę owoce które dzięki Bogu mam.
Jest ciężko ale to słowo wezmę cię za rękę i przeprowadzę pomagają
mi iść bo to ma prowadzić do takiego spełnienia w Nim abym mogła być
prawdziwie Jego dzieckiem i mogła świadczyć swoja postawą o tym że
On jest, że jestem Jego dzieckiem
Przez ten czas gdy byłam daleko od Boga, po moim sercu chodziły słowa
z Listy św. Jakuba (1 rozdz)
Człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do gniewu...A przyjmujcie
w Duchu łagodności Słowo które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie
zaś słowo w czyn a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych
siebie.
Cały czas je słyszałam i np. w momentach gdy siedziałam w barze z
moimi znajomymi. Oni na Boga mówili, strasznie na niego krzyczeli,
obsmarowywali. Ja nie potrafiłam wprowadzić słowo w czyn, obronić
Go. Bóg jednak cały czas mi o sobie przypominał.
Nawet przez te najciemniejsze doliny Pan jest nas w stanie przeprowadzić,
jest w stanie dać nam siłę.
Za to Bogu chwała!