Sylwetki - O. Emiliano Tardif

Był to jeden z najsłynniejszych kapłanów na świecie, którego wstawiennictwu przypisuje się tysiące uzdrowień całkowicie nieuleczalnych z punktu widzenia naukowego. Kim był ten człowiek, gromadzący znaczące tłumy wszędzie, dokądkolwiek się udawał? Chociaż, wziąwszy pod uwagę ciepło i entuzjazm, jakich wszędzie udziela, można by sądzić, że pochodził z Ameryki Południowej (i jest to kontynent, na którym zył), ojciec Tardif był Kanadyjczykiem z Quebec. Jego ojczysty językiem był francuski. Urodził się 6 czerwca 1928 roku, a na kapłana został wyświęcony w roku 1955 w Zgromadzeniu Misjonarzy Najświętszego Serca Jezusa. W roku 1973 był już od 16 lat Prowincjałem Zgromadzenia w Republice Dominikany. Bez wytchnienia oddawał się całkowicie budowie kościołów i seminariów, fundacji ośrodków opieki, katechezie i innym zajęciom. Takie wydatkowanie energii odbiło się na jego zdrowiu. Później przyznał, że miał w tym czasie przesadne przekonanie konieczności ludzkiego zaangażowania, ze szkodą dla autentycznego wymiaru duchowego swej posługi. Tak zresztą dzieje się z wieloma duchownymi w Ameryce Południowej.

ZWROT
14 czerwca 1973 podczas zgromadzenia Ruchu Rodzin Chrześcijańskich, ojciec Tardif poczuł się źle. Lekarze szybko odkryli zaawansowaną gruźlicę płuc. On zaś zauważył, jak bardzo puste jest jego życie. Poprosił Pana o zachowanie przy życiu, żeby mógł naprawdę pracować dla Niego. To wtedy dokonał się wielki zwrot nie tylko w jego życiu, lecz także - za jego pośrednictwem - w życiu wielu kobiet i mężczyzn na całym świecie. Mieli oni wkrótce odkryć, że Jezus naprawdę żyje!
W tamtym czasie ojciec Tardif nie miał wiele zaufania do Odnowy Charyzmatycznej, choć nie był jej wrogiem. Poznawszy zaś diagnozę lekarską, natychmiast powrócił do Kanady, poddać się leczeniu w szpitalu regionalnym. To tu złożyło mu wizytę 5 świeckich osób, członków modlitewnej grupy charyzmatycznej. Zaciekawiony powstrzymał się od odesłania ich bez spotkania. Oświadczyli mu: "Przyszliśmy się pomodlić, aby prosić Pana o uzdrowienie, żeby mógł ksiądz powrócić na misje do San Domingo." "Czy ksiądz wierzy, że Jezus może go uzdrowić?" - stawia pytanie jedna z kobiet. Ze strony ojca Tardifa pada odpowiedź pozytywna, choć bez świadomości, jakie pociąga to za sobą zobowiązanie. "Położymy ręce i poprosimy Jezusa, żeby księdza uzdrowił" - mówi cała piątka. I ojciec Tardif... doznaje natychmiastowego uzdrowienia. Lekarze stwierdzają, że wszelkie objawy choroby znikły.
"Tak oto odkryłem moc modlitwy, przedtem jej nie znałem" - mówił ojciec Tardif o tym, co się stało. Następnie otrzymał pozwolenie swego Przełożonego na całoroczne zgłębienie tego, czego doświadczył. Pilne uczestnictwo w rekolekcjach i kongresach pozwala mu na dogłębne wniknięcie w tajemnicę mocy Pana.

"W ciągu jednego roku ujrzałem cuda, jakich nie oglądałem dotąd przez 17 lat mego kapłaństwa."

Ojciec Tardif poznawał Ruch Charyzmatyczny w Kanadzie i w USA. Zaczął się modlić intensywnie za chorych, nie zauważając w sobie, przynajmniej w tym pierwszym okresie, charyzmatu uzdrawiania. A jednak 18 grudnia 1973 roku, pewien chory cierpiący na poważny reumatyzm, prosi, żeby się nad nim pomodlić. Przy końcu modlitwy ojca Tardifa, chory zaczyna normalnie chodzić i odrzuca laskę: jest zdrowy!

Rok 1975 wyznacza kolejny zasadniczy etap jego życia. Przebywał w tym czasie w Rzymie. Tu, po odprawieniu Mszy św. w kaplicy, odmawia modlitwę o uzdrowienie chorych. Kończy ją modląc się językami. Wtedy zauważa w swym sercu jedno słowo narzucające się z mocą: "epilepsja". Słowo to natarczywie ogarnia jego umysł. Wtedy ojciec Tardif pyta, czy jest pomiędzy zgromadzonymi ktoś cierpiący na tę chorobę. Podeszła do niego 50-letnia kobieta cierpiąca na ataki padaczki. Została całkowicie wyleczona. To tak ojciec Tardif odkrył w sobie drugi charyzmat: poznania. Od tego czasu nie ma wytchnienia. Głosił Chrystusa już w 62 krajach, wszędzie prowadząc ewangelizację, której towarzyszyły cudowne znaki, jakie Jezus przyobiecał Swym uczniom. "Tak rozpoczęło się dla mnie to życie pełne niespodzianek. Nigdy nie wyobrażałem sobie, gdzie ono mnie zaprowadzi" - stwierdził.

Kiedy nie zajmuje się niesieniem żyjącego Jezusa światu, spędza dwa do czterech miesięcy rocznie w Republice Dominikany, w stolicy San Domingo, w siedzibie Wspólnoty Sług Chrystusa Żyjącego. Jest to wspólnota ludzi świeckich, oddających się ewangelizacji. To wezwanie, które jest całym programem: "Jesteśmy przeznaczeni do bycia sługami Jezusa Chrystusa, który jest jedynym Panem. To dlatego nasza służba polega na byciu świadkami Chrystusa żyjącego, który daje życie za tych, którzy wierzą w Jego Imię. Zjednoczeni w miłości i w dzieleniu się, tworzymy wspólnotę chrześcijańską, która ma być znakiem Miłości, jaką Bóg wlewa w nasze serca przez Ducha świętego."

DOM ZWIASTOWANIA
Kiedy znaleźli dom, wtedy wspólnota zamieniła się w Centrum modlitwy i ewangelizacji, zwane Domem Zwiastowania. "Niech Jezus żyje w nas, abyśmy Go zanieśli innym! Nasza misja to misja Maryi" - stwierdza ojciec Tardif. Założony w latach 1981-82 Dom Zwiastowania stał się rzeczywiście jednym z najpotężniejszych ośrodków ewangelizacyjnych na świecie. Z Domu Zwiastowania są nawet transmitowane programy telewizyjne i radiowe. Ojciec Tardif jest bowiem przekonany, że ewangelizacja nie powinna lekceważyć żadnej drogi, zwłaszcza współczesnych mediów, które mogą nieść codziennie na swych falach obecność, miłość i zbawienie Jezusa Chrystusa aż do najbardziej oddalonego domu. Ojciec Tardif zapewnia, że liczne są nawrócenia i uzdrowienia otrzymane dzięki tej - oczywiście: kosztownej - posłudze. Jednak jedna zbawiona dusza jest warta więcej niż całe złoto świata.

ROLA MODLITWY
Ewangelizacja jest skuteczna jedynie wtedy, gdy jest podtrzymywana przez modlitwę. I tu trwa nieprzerwana modlitwa. "Kiedy udajemy się ewangelizować, inni pozostają i wstawiają się za ewangelizatorami oraz ewangelizowanymi. Potem zmiana: ci, którzy ewangelizowali, zostają, aby modlić się za tych, którzy teraz z kolei idą głosić Boga po tym, jak modlili się za innych."
Zdarza się, że dzięki modlitwom ojca Tardifa Pan uzdrawia nawet osoby, które nie są obecne w czasie spotkania modlitewnego z nim. Jeden znany przypadek zdarzył się w Palermo, przed kilku laty, kiedy odprawiał on Mszę św. w Rimini. W głębi duszy odczuł, że Pan uzdrawia młodą dziewczynę. Ogłosił to publicznie. Po godzinie telefon z Palermo potwierdza: młoda dziewczyna została uzdrowiona. Dzieje się tak najczęściej, gdy wśród zgromadzonych jest ktoś modlący się za nieobecną chorą osobę, pragnąc jej uzdrowienia.
Ojciec Tardif wierzył w Kościół otwarty na działanie Ducha świętego, oddychający wolnością, radością życia i miłości, pogodny. Radość jest naprawdę czymś zasadniczym. Sam ojciec Tardif jest żywym przykładem, że prawdziwa wiara to wiara w Jezusa żyjącego i w efekcie - radość. Można to uznać za wielką zasługę Ruchu Charyzmatycznego. Ojciec Tardif jest osobą, która współcześnie najlepiej tę radość płynącą z wiary odzwierciedla.
Tardif był bezdyskusyjnym świadkiem wielkości Pana. świadczy o Jego nadzwyczajnej mocy miłości, o tym, co nadprzyrodzone i Boskie, a co jest tak bliskie obecnie, że skłania wręcz do myślenia, że "nowe niebiosa i nowa ziemia" przygotowywane dla nas są już bliskie. Był osobą, która nas przygotowuje na zakosztowanie tego, co Boże.

"Kiedy Jezus jest naszą pasją, możemy ewangelizować zawsze i we wszelkich okolicznościach. Czasem nie ma czasu odpocząć, ale jeśli Pan jest naszym odpoczynkiem, na wszystko patrzy się inaczej" - stwierdza z uśmiechem.

Jest oczywiste, że osoba tego rodzaju staje się często przedmiotem szczególnego kultu, nawet jeśli jest to przeciwne jej woli. Ojciec Tardif lubił uważać się za... osła, który w Niedzielę Palmową niósł Jezusa. Rzadko wyglądał na zmęczonego. Miał naturę promienną, był "kontaktowny", szczególnie dlatego, że dla niego porozumiewać się ze sobą, to otwierać bramy dla Ducha świętego. Nie brakowło mu poczucia humoru. Równocześnie na jego twarzy malowała się wielka pokora. Całkowicie brakowało u niego chęci pokazania siebie i jakiegokolwiek egoizmu.
Kto nie jest oswojony z atmosferą charyzmatyczną mógłby to uznać za logiczne i sądzić: był taki, bo szczególnie dotknęła go łaska i został wybrany przez Pana. Ale to nie jest takie proste. Posiadanie charyzmatu nie oznacza automatycznie świętości. Zresztą nawet świętym nie brakowało wad.
Jego współpracownik, ojciec José H. Prado, napisał: "Ojciec Tardif ma obsesję pragnienia, żeby cały świat dowiedział się - włącznie z chrześcijanami - że Jezus umarł z powodu naszych grzechów, że na zawsze zmartwychwstał i że tym, którzy wierzą w Jego Imię, pragnie dać Ducha świętego."
Pisze o nim także jako o "naczyniu glinianym, które zawiera wielki skarb: przekonanie, że każdy z nas jest świątynią Ducha świętego i że charyzmaty Kościoła pierwotnego są także dla naszego czasu."
Dodajmy jeszcze, że jego charyzmat przyniósł już owoce nawet bez jego wiedzy. Były bowiem przypadki uzdrowień po zwykłym przeczytaniu przez chorego jego książki "Jezus żyje!", która to książka obiegła już świat. Dokonują się uzdrowienia zarówno z chorób fizycznych, jak i umysłowych. Co dnia ojciec Tardif otrzymywał wielką ilość listów napisaną w wielu językach, których nawet nie zna. Kładł je pod tabernakulum, prosząc Jezusa, żeby zatroszczył się o intencje piszących.

ODCHODZI DO PANA
9 czerwca 1999 roku podczas brania udziału w Kongresie w Nowym Jorku ojciec Tardif zasłabł, umierając nagle na serce. Miał 71 lat.

źrodło: http://www.voxdomini.com.pl/sw/sw25.html
oprac: MK